Nie mów hop zanim nie przeskoczysz. Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Tak, wiem, wiem….
Święta jeszcze trwają i nie wiadomo, co jeszcze może się wydarzyć… Jednak z ręką na sercu i z najczystszym sumieniem już teraz mogę stwierdzić, że…
…… tak pięknych Świąt, to ja w życiu jeszcze nie miałam.
Już od samego początku wraz z panującą gorącą atmosferą przygotowań czuć było dbałość o to, aby Święta były wyjątkowe, pełne radości i wspólnego czasu spędzonego razem.
W sam dzień Wigilii za oknem sypał biały puch, a w domu unosił się zapach choinki i świeżych pierników. W kuchni już od rana zaczęło się wielkie przygotowywanie potraw na wigilijny stół. Sałatka z kolorowych warzyw została przygotowana dzień wcześniej.
W kuchni rozbrzmiewały świąteczne kolędy, a cała rodzina brała udział w przygotowaniach. Dom już udekorowany. Bombki na choince wraz z kolorowymi światełkami pięknie błyszczały tworząc atmosferę magii i oczekiwania.
W trakcie gotowania czterech rodzaju ryb trwały rozmowy i w całym domu unosił się śmiech. Dzieliliśmy się wspomnieniami, planami na przyszłość i drobnymi anegdotkami. Wszyscy czuli, że to właśnie chwile spędzone razem są najcenniejszym prezentem.
Po tym czasie spędzonym przy kuchennej pracy, stoły uginające się od świątecznych potraw były gotowe. Gdy pierwsza gwiazdka pojawiła się już na niebie, zasiedliśmy do wspólnego posiłku. Otoczeni ciepłem rodzinnego domu poczuliśmy atmosferę nasyconą miłością i radością.
Wieczorem, gdy gwiazdy migotały na niebie, zasiedliśmy przy choince, wymieniając się prezentami i życzeniami. W tej chwili każdy czuł, że najważniejszym darem są bliscy ludzie i wspólne chwile spędzone w miłości. Boże Narodzenie było dla mnie w tym roku nie tylko świętem tradycji, ale przede wszystkim czasem, który umacniał więzi rodzinne i dodawał sił do codziennego życia.
Nie obyło się też bez łez… Skłamałabym, gdybym o tym nie wspomniała. Ale były to łzy, które musiały się pojawić. Łzy oczyszczenia. Łzy, które zapamiętam na zawsze. Łzy, które czegoś mnie nauczyły…..
Do tej pory Świąt nienawidziłam szczerze i moim jedynym marzeniem związanym z tym „pięknym” czasem było to, aby wyjechać gdzieś jak najdalej i mieć ten festiwal dwulicowości i obłudy głęboko w d…..
Można powiedzieć, że w pewnym stopniu w tym roku moje marzenie się spełniło. Mam to, czego pragnęłam – wyjechałam na święta, ale na szczęście nie potraktowałam Bożego Narodzenia z pogardą lecz uczciłam tak, jak trzeba.
Z czego wynika moja dotychczasowa- głęboka awersja do Świąt? Otóż gdy byłam mała i żyła jeszcze moja mama, a nie żyła generalnie długo, bo zmarła, gdy miałam 13 lat, to Święta były jednym, wielkim czasem nerwów i zbioru nieszczęśliwych wypadków. Dodatkowo mój ojciec miał dość duże problemy z alkoholem więc nigdy nie było wiadomo, czy zjawi się na Wigilii czy nie. Dla mnie, jako dziecka było to bardzo przykre.
Potem mimo, że osoby, które wychowywały moją młodszą siostrę i mnie, bardzo się starały by nic nam nie brakowało, to jakoś czas Świąt również nie był dla nas momentem pełnym radości i pokoju.
Natomiast ostatnie lata można nazwać po prostu porażką. Nie będę w to wnikać, bo po co tracić energię. Nie warto się rozwodzić.
Natomiast dziś, teraz, w tym momencie jestem szczęśliwa, bo po raz pierwszy od wielu lat uczestniczyłam prawdziwie w przygotowaniu wigilijnej wieczerzy. Razem z bliskimi brałam udział we wszystkim, w czym mogłam dzięki czemu nie usłyszałam, że „znowu przyszłam na gotowe”.
Otrzymanie zaproszenia w momencie, gdy tego BARDZO potrzebowałam sprawiło, że nasze Święta zostały URATOWANE.
Dziś – w drugi dzień Bożego Narodzenia- odpoczywam, siedzę z synem obok i pełna wdzięczności i radości mogę pisać ten tekst. Nie muszę nic. Ja tylko mogę. Mogę, bo chcę. Bo mam ochotę.
SIMPLY THE BEST- takie są moje święta w tym roku. Nic dodać nic ująć.
I tego Wam życzę jeszcze dziś na zakończenie tego świątecznego czasu, by był ona dla Was SIMPLY THE BEST.
Wszystkiego dobrego.
Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD
Fot.: Victoria
