„Myślałam, że jeśli nadal będę dobrą kobietą, to w końcu odwdzięczysz się i przyzwoitym mężczyzną.
Albo, że jeśli pozostanę cierpliwa i wyrozumiała, to w końcu uświadomisz sobie swoje błędy.
Ale bycie dobrą kobietą dla mężczyzny, który nie mógł zrozumieć mojej wartości dawało Ci tylko kogoś do wykorzystania. A bycie cierpliwą i wyrozumiałą dało Ci tylko więcej swobody do tego, by dalej mnie ranić. Bo zraniłeś moją duszę więcej razy niż kiedykolwiek ją pocałowałeś. Złamałeś mnie więcej razy niż kiedykolwiek mnie podniosłeś. Wziąłeś ode mnie wiele więcej dobra niż kiedykolwiek mi go dałeś. A płakałam przez Ciebie więcej razy niż kiedykolwiek mnie pocieszyłeś…”
Dla jasności to nie ja jestem autorką tych słów, ale imieniem i nazwiskiem mogłabym się pod nimi podpisać.
Zraniona, odarta z godności i szacunku do samej siebie.
Teraz wstaję. Odradzam się jak Feniks z popiołu. I mimo, że kiedyś wszystko na pozór tak ładne, tak przykładne, malowane pastelowymi kolorami, to w środku wielki ból i rozpacz.
Social Media kłamią- powtarzam to nie od dziś. Tak jak i mężowie kłamią (nie twierdze wcale, że żony też tego nie robią). Tylko jaki jest sens okłamywania siebie? Ranienia siebie latami? Po co ludzie przy sobie trwają? Mimo bólu, mimo łez tłumionych co wieczór? Mimo przeświadczenia, że marnujesz „najpiękniejsze lata swojego życia”, że „on/ona na Ciebie nie zasługuje”. To proste: jesteśmy uwikłani- czasem to finanse trzymają nas razem- uzależnienie ekonomiczne, wspólne kredyty, a no i przecież najważniejsze: DZIECI – to dla ich dobra tak się nienawidzimy. Nie to już nawet nie jest nienawiść. To coś o wiele gorszego- to OBOJETNOŚĆ. On ma Cię w dupie, Ty jego prawie też. Ale zachowujecie pozory. Obiad codziennie na stole jest, niedzielny, rodzinny spacer też musi być odhaczony. No i po co to wszystko? Żeby …. Po co? Zapytam ponowienie.
Bo samemu jest cholernie ciężko. Ale czy ciężej niż we dwoje? Ciężej niż wtedy, gdy każdy z domowników siedzi cicho w swoim koncie? Każdy chodzi na palcach, żeby tylko nie doprowadzić do awantury? Kiedy nikt z nikim nie je posiłku przy wspólnym stole? Kiedy nie rozmawia się ze wszystkimi i o wszystkim? Kiedy nie można się śmiać do rozpuku i na cały głos?
To już jednak wole osobno niż razem….
Wolę jeść kaszę (bo ta wychodzi najtaniej) niż żyć „na palcach”. Wolę cieszyć się „wolnością” i szczęśliwym dzieciństwem moich dzieci, które w końcu mogą na głos wyrażać swoje prawdziwe zdanie, a nie ciągle być strofowane.
Jest wiele kobiet, które trwają… Takich, które wiedzą, że jeśli zdecyduję się odejść, to odejdą z jedną torebką… i ta świadomość je przeraża. Się wcale nie dziwię, bo mnie też paraliżowała taka myśl. Dziś paraliżują mnie inne myśli. Ale dość szybko daję sobie z nimi radę, bo mam przy sobie największy skarb- dwójkę ukochanych dzieci.
Nie wiem kim jesteś. Czy reprezentujesz męski czy żeński gatunek. Wiem natomiast jedno. NIE MA SENSU!!! Nie ma sensu się męczyć. Nie ma też sensu męczyć tej drugiej osoby. ODEJDŹ albo POZWÓL ODEJŚĆ. Życie we dwoje na siłę to największa krzywda, jaką można sobie nawzajem wyrządzić.
W domu powinniśmy odnajdować spokój, schronienie i ukojenie.
Dom to nie może być miejsce, gdzie czujemy się jak na wojnie. Miejsce, do którego nie chce nam się wracać. Tam, gdzie czujemy się źle i niewygodnie. To ma być nasza oaza, nasz przybytek radości i wytchnienia.
Przecież KAŻDY z nas zasługuje na szczęście.
Nie myśl sobie, że dla Ciebie jest już za późno, że nie masz szansy na czułość, ciepło i miłość. Każdy z nas zasługuje na wszystko to, co najlepsze. Trzeba tylko w to mocno wierzyć i ufać samemu sobie. Ale przede wszystkim darzyć siebie samego SZACUNKIEM.
Wiem, że to poczucie własnej wartości i estymacji do samego siebie bardzo trudno odbudować. Ale trudno to nie znaczy, że niemożliwe. Wieżę w siebie i wierzę w Ciebie.
Jak zauważyłeś/ zauważyłaś moje teksty nie są już o ChAD, bo kwestia diagnozy w pewnym momencie zeszła całkiem naturalnie na boczny tor. Może się wydawać, że choroba, to TAKI WAŻNY temat. Gówno prawda- walka o przetrwania to jest istotny element egzystencji!!!
Jest wiele mężczyzn i wiele kobiet – takich, którzy trwają, w raniących, toksycznych związkach. Czekają nie wiadomo na co. Z autopsji mówię- nie ma co czekać, bo się możecie doczekać…. Hu hu hu ….
Zatem co robić? Kulturalnie, w miarę możliwości, spierdalać… i już.
A jak się uda na serio kulturalnie, to po prostu odejść.
„ (…) A płakałam przez Ciebie więcej razy niż kiedykolwiek mnie pocieszyłeś…”
Nie pozwalajmy sobie na to…. Ani Ty Moja Droga, ani Ty mój Drogi.
Dużo miłości dziś Wam życzę.
Julia Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD
