Po raz kolejny (czterdziesty pierwszy już w moim życiu) przyszła wiosna. Zakwitły kwiaty, zrobiło się cieplej, wszędzie słychać ptasie trele, tadadi, tadada.
Każdy, kto zna mnie choć trochę lub kto czytał kilka tekstów na tym blogu wie, że szczerze nienawidzę wiosny. Lecz tym razem ta pora roku jest dla mnie inna.
Każdy powiew wiatru, każdy promień słoneczny, każdy zapach kwitnących kwiatów nie kojarzy mi się już z epizodami maniakalnymi. W tym roku wiosna jest dla mnie zupełnie inna.
Wynika to pewnie z faktu, iż nie mam czasu zastanawiać się nad pierdołami, bo muszę mierzyć się z życiem.
Ale dzisiaj chcę poruszyć inny temat.
Wiosna jest ewidentnym momentem, w którym oprócz kwiatów w ludzkich sercach rozkwitają uczucia- przeważnie jest to miłość.
Ja zastanawiam się, kiedy jest odpowiedni moment na to, by powiedzieć komuś „Kocham Cię”.
Czy wykrzyczane z głębi serca „przypadkiem” po więcej niż dwóch głębszych się liczy?
Czy wypowiedziane „zbyt” wcześnie ma znaczenie.
A może w ogóle nie trzeba wypowiadać tych słów. Może liczą się czyny?
Tak, wiosna to odpowiedni czas na to, by się zakochać. By poczuć w brzuchu łomot skrzydeł motyli. Ale jak zaufać? Jak po raz kolejny w życiu sprawić, by nie sparzyć się okrutnie. By nikt nie wykorzystał naszej naiwności, dobrego serca i empatii.
Jest wielu ludzi samotnych. Takich, którzy ubolewają nad tym stanem rzeczy. Są też i samotni we dwoje oraz tacy którzy świetnie dogadują się ze swoimi drugimi połówkami.
Jak to się dzieje, że jedni znajdują szczęście w miłości inni nie?
Czy to winna naszego pochodzenia? Tego, co wpoili nam nasi rodzice? Czy to traumy z dzieciństwa? Błędne wzorce, jakie zostały nam przekazane maja wpływ na to, że nie potrafimy szczęśliwie dobrać się w parę?
Kiedy nadchodzi odpowiedni czas, by być szczęśliwym? By swoim szczęściem obdarować drugiego człowieka?
A może wcale nie trzeba żyć we dwoje?
Nie każdy przecież potrzebuje być w związku do tego, aby wieść satysfakcjonujące życie. Tylko matki, ciotki lub inni członkowie rodziny wymagają na nas tego, aby łączyć się w pary, bo przecież jak to może być inaczej? Stara panna, stary kawaler?
A może jednak singiel lub singielka- to samo tylko w formie nieco lepiej ubranej.
Każdy żyje tak, jak chce i lubi. Sam decyduje o sobie i o tym, kiedy i czy jest odpowiedni czas w jego istnieniu na miłość. Po co się wpierdalać z buciorami w życie innych? Po co im dyktować co mogą a czego nie. Wyznaczać odpowiedni czas na wszystko.
Ale miłość czyż nie jest w życiu niezmiernie ważna?
Czyż nie jest ona potrzebna jak tlen?
Według mnie to ona właśnie stanowi źródło życia. Bez niej nie byłoby przecież kontynuacji naszego gatunku. Optymistyczną wersja jest bowiem taka, że ludzie posiadają potomstwo właśnie z miłości. Dzieci „z wpadek” jest chyba jednak na szczęście znacznie mniej.
Nie mniej jednak miłość można odnajdywać wszędzie – nie tylko w oczach naszego kochanka czy kochanki.
Jeśli jesteś dobrym człowiekiem to to uczucie będzie z Ciebie emanowało i będziesz nim zarażać jak Dżumą napotykających Cię ludzi, zwierzęta i co tylko się da.
Jeśli w Twoim sercu tli się iskra miłości, to potrafisz sprawić, że każdy moment, jest odpowiedni na to głębokie uczucie. Emocję, którą można przecież okazywać w różnych sytuacjach.
Miłość zatem, to według mnie, nie tylko to, co odczuwa kobieta i mężczyzna względem siebie nawzajem. To piękne uczucie, którym promieniować można na wszystkich i wszystko.
Każdy moment jest TYM momentem. Każda chwila jest odpowiednia. Każdy czas jest dobry, by być otwartym na drugiego człowieka i nie tylko.
