Z zwodu obecnie jestem fundraiserem. Nietrudno to zauważyć po moich co wtorkowych postach na LinkedIn. To stanowisko piastuję zaledwie od roku. Ciągle się uczę. Bywają dni dobre, bywają gorsze, lecz suma summarum jestem ogromnie zadowolona z tego, co robię.
To zajęcie wymaga ode mnie dużego zaangażowania i fizycznego i emocjonalnego. W trakcie ostatnich dwóch miesięcy zorganizowałam cztery wydarzenia, które miały na celu przede wszystkim rozpromowanie fundacji dla której pracuję. Zdobycie pieniędzy było oczywiście też bardzo ważne. Jednak moim zdaniem był to cel drugorzędny. Nie można bowiem oczekiwać, że nagle organizacja, która działała od 18 lat wychodząc po tak długim czasie po raz pierwszy do ludzi zbierze niewidomo ile pieniędzy. Dla mnie był to czas na zebranie doświadczeń- przyjrzenie się temu, co działa, a co nie. Jak zorganizować daną atrakcję, by była faktycznie godna uwagi. Był to również dobry moment na nawiązanie dobrych relacji z firmami, osobami odpowiedzialnymi za sołectwa, w których były organizowane festyny, podczas których miały miejsca zbiórki publiczne fundacji, dla której pracuję, notablami a także artystami i wolontariuszami, którzy brali udział w naszych wydarzeniach.
Uważam, że zorganizowanie loterii, dwóch zbiórek publicznych i koncertu charytatywnego muzyki poważnej w trakcie trwania wakacji mogę traktować jako sukces nie tylko fundacji, ale również mój osobisty.
Takie wydarzenia jednak nie są wcale proste do przeprowadzenia. Wymagają one ode mnie nie tylko świetnej organizacji, ogromu pracy, ale również bardzo mocno angażują mnie emocjonalnie. Na szczęście mogę liczyć na sztab ludzi, którzy niosą mi wsparcie- nie jestem absolutnie samotna w moich działaniach. Mimo wszystko nie wiem, czy inni zdają sobie do końca sprawę z czym wiąże się zawód fundraisera.
Przede wszystkim to emocje- stres, ekscytacja- czy wydarzenie wypali, czy wszystko się uda. A gdy już jest po- wrażenia jeszcze żyją. Są tak mocne, że nie sposób spokojnie zasnąć.
Tak jest i teraz, gdy piszę ten tekst.
Po ostatniej zbiórce tego lata po prostu nie mogę zmrużyć oczu- nadmiar emocji- oto , co mi towarzyszy. A wiem, że w moim przypadku to nic dobrego. Dlatego właśnie jutro nie zamierzam robić nic innego oprócz leżenia w łóżku i odpoczywania. Z doświadczenia wiem, że będę wykończona.
Takie wyjście jest jedynym możliwym!!!
Mając zdiagnozowaną Chorobę Afektywną Dwubiegunową od 19 lat nie mogę sobie pozwolić na nic innego – łóżko , książeczka- zero innych wrażeń. Może „normalni” ludzie byli by już gotowi by działać na pełnych obrotach dalej. Ja natomiast jestem świadoma tego, że jeśli nie odpocznę i wpadnę w wir zajęć, to może się zadziać źle. A tego oczywiście pragnę uniknąć.
Warto podkreślić również, że fundraising to przecież nie tylko organizacja samych eventów. To także, a może przede wszystkim spotkania z Darczyńcami. I tu w moim przypadku emocje są chyba jeszcze większe. Na dzień przed spotkaniem z totalnie obcą osobą denerwuję się ogromnie.
