Tak, mam ChAD.
Tak, jestem zdiagnozowana już od 19 lat!!!.
Tak jestem (nie)normalna!!!
Co to znaczy?
To znaczy, że wyglądam jakby nic mi nie było: jem, śpię, uśmiecham się i niby wszystko jest ok…..
Z drugiej jednak strony codziennie przyjmuję leki, dzięki którym już od 7(!!!) lat jestem w remisji (stan bez epizodów maniakalnych i depresyjnych) można powiedzieć, że we względnej równowadze.
Jak każda „normalna” kobieta codziennie wstaję, myję się, maluję, jem śniadanie itd.
Mam też rodzinę, która jest dla mnie bardzo ważna. Pełnię obowiązki żony i matki. Mam też pracę, a dodatkowo jestem Praktykiem Wyzdrowienia ChAD i pomagam kobietom zdiagnozowanym na Chorobę Afektywną Dwubiegunową tak, jak ja oraz ich bliskim.
Ale kto wie czy gdyby nie te dwie porcje leków- poranna i wieczorna – nadal funkcjonowałabym „normalnie”.
Wiem, że nie jestem „normalna” i wcale taka nie chcę być.
Jestem bardzo kreatywna spontaniczna, ale i też niesamowicie wrażliwa.
No właśnie czasem ludzie zupełnie zapominają o tym, że jestem „(nie)normalna”.
Ponieważ tak pięknie udaje mi się żyć… Ponieważ tak DOBRZE SOBIE RADZĘ… Zdarza się, że dochodzi do momentów, gdy niestety moje siły są przeceniane.
Zadziać się tak może w domu, zadziać się tak może w pracy, zadziać się tak może wszędzie tam, gdzie wyglądam, zachowuję się i działam tak „normalnie”. A nawet rzekłabym, że ponadprzeciętnie.
Bo skoro tak świetnie sobie ze wszystkim radzę, to dlaczego by nie wymagać ode mnie więcej?
Nie wiem jak z wami jest Drogie Panie (zwracam się tutaj szczególnie do kobiet zdiagnozowanych na ChAD), ale ja jestem w środku bardzo krucha. Na zewnątrz wyrobiłam już sobie przez te 7 lat twardą skorupę i chyba niektórzy dali się nabrać na to, że pod tą warstwą zaschniętego na kamień błota przyodzianego najlepszej jakości ubraniami nie ma osoby, która mimo wszystko boryka się z bardzo groźną chorobą psychiczną.
Tak Proszę Państwa ChAD to bardzo groźna choroba psychiczna!!! W skrajnych przypadkach może ona prowadzić do śmierci.
Do śmierci? Jest aż tak źle aktualnie w moim przypadku?
No oczywiście, że nie (na szczęście).
Jednak należy o siebie bardzo mocno dbać.
I ja właśnie to robię.
Często, wiele osób pyta mnie jaka jest moja recepta na to, by być w remisji.
Po pierwsze jest to zaakceptowanie diagnozy.
Po drugie pożegnanie się ze stanami maniakalnymi (które przecież my- ChAD’owcy uwielbiamy)
Po trzecie wyciszanie się, gdy nadchodzi „górka”.
I po czwarte przyjmowanie smutku, oglądanie go, bycie z nim i w końcu „puszczanie”, gdy nadchodzą gorsze dnia.
Tyle? Tak tyle!!!
Nie wolno jednak również zapomnieć o szacunku do samego siebie, o tym, by umieć stawiać granice, by myśleć przede wszystkim o sobie i znać swoją wartość!!!
Dla nas – ludzi (nie)normalnych – takich, którzy przeszli różne traumy, przeżyli nie jeden epizod maniakalny i depresyjny, byli wielokrotnie hospitalizowani, dla takich, dla których zwykłe, podstawowe czynności dnia codziennego nadal stanowią problem – pamiętanie o własnej godności jest trudne.
Jednak tylko jeśli będziemy szanować samych siebie inni również będą okazywać nam szacunek.
Szanować siebie czyli akceptować to, jacy jesteśmy- to, że jesteśmy właśnie być może tak, jak ja (nie)normalni. Zdarzają nam się gorsze dni, zdarzają się nieprzespane noce po których trudno nam dojść do siebie, jesteśmy niekiedy nadwrażliwi, reagujemy zbyt żywiołowo.
Każda z nas jednak (bo myślę przede wszystkim o Paniach, takich jak ja) ma prawo do „taryfy ulgowej”. Tak, tak…. Nawet jeśli już tak dobrze Ci idzie – przeżyłaś w remisji nawet więcej niż to moje 7 lat, którymi tak się szczycę, to nie zapominaj o tym, że musisz dbać o siebie. Być szczególnie uważna na to, co się dzieje wewnątrz Ciebie i wokół Ciebie.
To, co „zwykłemu” człowiekowi wydaje się „normalne”, oczywiste i jasne dla nas wcale takie nie jest.
No bo kto po wizycie w centrum handlowym czy po szczególnie aktywnie spędzonych wakacjach jest narażony na wahania samopoczucia tak mocno jak Ty czy ja?
Ludzie często nie zadają sobie zupełnie sprawy jak wydawać by się mogło błahe wydarzenia mogą stać się akceleratorami do pojawienie się stanu maniakalnego.
Patrzą na nas i widzą „normalną” osobę i tu właśnie wkrada się BŁĄD.
Ja normalna nie jestem. I chociaż świat i ja bardzo mocno byśmy tego chcieli, to tak nie jest.
Przypomina mi o tym niestety każda najmniejsza nieprzespana noc, każde kilka intensywnie przeżytych dni, każda sytuacja, która sprawia, że bardzo mocno czuję swoją ogromną wrażliwość.
Czasem zdarza mi się prawie dać wiary w to, że mogę żyć tak, jak ludzie, którzy nie borykają się z tego samego typu schorzeniem co my, Drogie Panie. Jednak takie postępowanie nie ma sensu.
Po co wierzyć w to, że jest się SUPERBOHATEREM, że można wszystko, skoro nie można?
Po co nie dopuszczać do siebie myśli o swoich ograniczeniach?
Czy nie lepiej zaakceptować ich i żyć tak, aby stały się one naszą siłą a nie zbędnym balastem?
Jestem niesamowicie wrażliwa- ale to nie jest wada – tak to prawda – po kilku dniach wysiłku konam, nie zapierdzielam w domu, bo normalnie nie daję rady, ryczę jak mi się chce i chętnie korzystam z pomocy innych ludzi. Ale też dzięki swojej wrażliwości jestem empatyczna i tak cudownie mogę pomagać innym. Uważam, że jest to ogromna wartość, którą daję światu.
A TY?
Jesteś (nie)normalna?
Szanujesz siebie?
Doceniasz?
Potrafisz zaakceptować swoje ograniczenia?
A może grasz SUPERMENKĘ a w nocy ryczysz do poduszki?
Jak by nie było JESTEM Z TOBĄ.
Życzę Ci miłości do samej siebie – ona daje moc do wszystkiego.
Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD
Fot.: Julia Małecka
